poniedziałek, 25 lutego 2013

Krótkie ogłoszenie od Mrs. Hooly

Siema! Będzie bardzo krotka notka, ponieważ chciałam tylko powiedzieć jak jestem dumna z Armie, że wreszcie dała się namówić, na to, aby dodać swoją opowieść.
Co sądzicie o książce? Mnie osobiście bardzo się ona spodobała i chciałabym przeczytać ją do końca.
Jesteście ze mną?

Książka Armie

Hejka, tu Mrs. Armie.
Jakiś czas temu postanowiłam napisać książkę. Ale po jakimś czasie zrezygnowałam. Jednak nie mogę zapomnieć o podjętej pracy. Wrzucam tu prolog i dwa rozdziały, sami oceńcie.

PROLOG
    Stała nad ciałem. W ręce trzymała nóż z jeszcze świeżą krwią. Zrobiła to. Zabiła Roberta Parkera. Miał za swoje. A tak się bała, że stchórzy. Myślała, że nie zdoła zabić człowieka. Widać to nie takie trudne. Może kiedyś uda jej się zabić kogoś ważnego? Ha! To by było świetnie. Jak na razie popełniła swoje pierwsze morderstwo. Już czuła potrzebę kolejnego mordu... Nie miała nawet wyrzutów sumienia. Zabójstwa są wciągające... Nieważne. Ważne, że na razie pozbyła się problemu. Jej odwiecznego wroga. Wyrównali rachunki. I nikt nawet o tym nie wie...

                    Rozdział I
    Weronika Kubus była zła. Właściwie to Weronika Kubus była wściekła. Już na samą myśl o nowej szkole denerwowała się. Musieli ją przenieść. Dobrze, że chociaż poczekali z tym do końca roku, zostało jej jeszcze pięć dni. Była niemal dorosła, miała siedemnaście lat a jednak nikt nie liczył się z jej zdaniem. Dorośli nigdy jej nie słuchali. Nawet gdy się mylili a ona miała rację.
    - Weronika! Chodź tu skarbie!
    Głos mamy wyrwał ją z zamyślenia. Szybko odstawiła butelkę z wodą w którą się wpatrywała i założyła szlafrok. Była godzina jedenasta, czyli dla Weroniki bardzo wcześnie. W szkole nazywana przez nauczycieli ''Leniem patentowanym'' szczyciła się również sławą sportsmenki. Tak, była dobra. Nie raz zdażyło jej się wygrać z kimś starszym od siebie. A nie wyglądała na taką. Była dość drobna, metr sześćdziesiąt wzrostu, dość długie nogi, zgrabna pupa, brzuch płaski. Niezbyt szeroka w ramionach. Ładna twarz, niebieskie oczy i pełne usta. Czarne pofarbowane (za zgodą mamy i taty) włosy spływały swobodnie na jej ramiona, jednak postanowiła je spiąć. Ach, no i jej biust. Była zadowolona ze swoich piersi;  nie były za duże ani za małe. Czuła się dobrze i atrakcyjnie. Przejrzała się w lustrze. Wyglądała całkiem...
    - Weronika! Rusz się! Masz dziesięć minut żeby coś zjeść i się ubrać!
    Znowu się zamyśliła. Na szczęście zawołała ją mama. Znów by się spóźniła.
    - Już idę! Podwieziesz mnie?
    - Jak nie zdążysz...
    - Jestem już na wpół rozebrana, zaraz zejdę!
    Faktycznie, zdążyła już zdjąć spodenki z piżamy. Szybko wsunęła się w swoje ulubione czarne starte dżinsy i ubrała lekko poszarpaną czerwoną koszulkę z napisem ''Keep Calm and Carry On''. Do tego jakiś czarny sweter. Idealnie. Nawet jej adidasy jakby się uśmiechały. Wreszcie na nogach! Znów przejżała się w lustrze. Jest OK. Nie była do końca rockowcem, chociaż tak się często ubierała. To zależało od jej nastroju. Jednak mimo wszystko w jej MP3 królowały takie zespoły jak Guns N' Roses, Linkin Park, Red Hot Chilli Peppers, Green Day czy AC/DC. Oczywiście to nie wszystkie zespoły jakie lubiła. Czasem zdażało jej się sięgnąć do  Robbie'ego Williamsa. W ogóle słuchała co popadnie. Uniwersalnie. Myśląc o muzyce od razu zapakowała MP3 do torby z książkami i zeszła na dół. Mama już czekała przy stole, kładła plasterki sera na kanapki. Zrobiła jej ulubione kanapki na śniadanie. Mama wie co dobre.
    - Cześć córeczko! - powitała ją kobieta i cmoknęła w policzek. Dziewczyna udała, że się uchyla, jednak i tak otrzymała całusa.
    - Hej mamo. Tata już w pracy?
    - Tak, podwózł Roberta i Frankiego. Ciebię zabiorę ja.
    - Dzięki mamo.
    Dziewczyna cieszyła się, że mama ją podwiezie. Nie będzie musiała iść przez kilka ulic w towarzystwie dwójki braci-debili. Nie przepadała za nimi, byli złośliwi i smarkaci. Jaka szkoda, że to jej rodzeństwo. A gdyby tak ich zabić? Niee, to rodzina, nie są tego warci. Lepiej pospieszyć się do szkoły. Może dzisiaj się nie spóźni? Oby, perwsza jest fizyka, a pan Pascal nie jest zbyt miły dla spóźnialskich. Wogóle nie jest miły. Ciągne by tylko o Pascalu rozmawiał, i to tylko z tymi których lubi. I stąd ksywka Pascal. Od jego chorej fobii. Głupek. Weronika już od początku roku czuła, że go nie polubi. Większość uczniów czuła to samo. Tylko ci ''dobrzy uczniowie'' go doceniali. Ba, nawet LUBILI! Tfu.
    - Weronika, nie gap się na te kanapki tylko jedz! A z resztą, i tak zaraz się spóźnisz, chodźmy. Zjesz w aucie.
    Mama ZNOWU wyrwała ją z zamyślenia. Normalne. Ona zawsze siedzi jak głupia i gapi się w coś a mama przywołuje do porządku. Złapała kromkę i wybiegła za mamą na podjazd. Było lato, nie potrzebowała kurtki. Za to auto tak. Cholerne gołębie. Jak zwykle nowo umyte auto zostało ciepło ''przywitane'' wśród wszechobecnego ptactwa. Ale trudno, trzeba wsiadać. Szkoła niestety nie poczeka. Tak jak Pascal. Drogę przebyły w milczeniu. Gdy samochód zatrzymał się na parkingu pod szkołą, mama się odezwała.
    - Przyjechać po ciebie po szkole? Dzisiaj kończymy o tej samej porze...
    - Mamo! - przerwała jej córka - Nie jestem już dzieckiem. Przejdę się z koleżankami.
    - No, w porządku, chociaż...
    W jej głosie wciąż było słychać wahanie. To niedobrze.
    - Spokojnie, nie będę rozmawiać z nieznajomymi, przechodzić na czerwonym świetle ani dokuczać młodszym i emerytom. Okay?
    - Dobrze. Tylko szybko. A teraz idź bo się spóźnisz.
    - Dzięki mamo!
    I tyle. Niemal codziennie tak wyglądały ich rozmowy. Przynajmniej rano, bo po obiedzie temetem z reguły była szkoła. Albo problemy. Albo chłopcy... Takich rozmów Weronika nie lubiła. Rodzice pakowali się w jej życie z buciorami nie skorzystawszy nawet  z wycieraczki! Ale trudno, to na razie najmniejszy problem. Większy (całe metr sześćdziesiąt pięć!) czeka teraz na nią w sali 23.
    Tuż pod salą Weronika zatrzymała się by złapać oddech. Trzeba się przygotować. Wyciągnęła z plecaka MP3 i słuchawki. Posłucha na lekcji. Może jeszcze przeczesze włosy? Przecież i tak ma 10 minut spóźnienia...
    - Tu jesteś nygusie! Do klasy, ale już!
    Pascal. Kolejny okropny poniedziałek. Najwyraźniej dzisiaj się zasiedział w pokoju nauczycielskim. Złapał ją. Cholera! Gdyby nie była taka lekkomyślna i postanowiła wejść  od razu zastałby ją w ławce. A tak? Jak zwykle. Ochrzan...
    - Już wchodzę panie Pa... Panie Fredrich.
    Dobrze, że nie powiedziała na niego ''Pascal''. Przynajmniej dzisiaj uniknęła jedynki. A tak obiecywała spędzić ostatnie dni w tej szkole jak prawdziwa, porządna uczennica. Trudno. Weszła po cichu za nauczycielem do klasy. Nikt nie zareagował na jej obecność. Wszyscy wiedzieli, że się spóźni. Jak co dzień. Jedynie obecność nauczyciela coś zmieniła. Rozmowy ucichły, nieznacznie, jednak wystarczająco by Pascal się nie czepiał. Codzień to samo. ''Dzień dobry''. Obecność. Ochrzan dla spóźnionych (oczywiście prawie zawsze Weronika). Pytanie przy tablicy. Nudne wykłady. Czasem kartkówka...
    - Boże, Wera! Gapisz się na tablicę jakby tam Robert Pattison siedział! A może siedzi? O mój Boż! A z resztą, do tego ciacha wrócę w domu. Wera, opowiadaj jak tam weekend! Halo!
    Milena już się rozklekotała. Była to jej najlepsza przyjaciółka. Siedziały razem na każdej lekcji. A zaraz za nimi dwiepozostałe przyjaciółki: Angelika i Samanta. Każda była inna. Jedna wysoka, druga niższa. Trzecia szczupła a czwarta pyzata. Blonynka (Angelika), brunetka (Samanta), rudzielec (Milena). No i farbowana czerń, czyli Weronika. Normalnie Weronika była spokojna, jednak przy przyjaciółkach zmieniała się w szaleńca. Z resztą one też. Razem były jak zwierzątka z cyrku. Szalały gdy tylko miały publiczność. Czasem robiły z siebie pośmiewisko. Tylko Angelina robiła to z klasą. Córka bogatego tatusia, zawsze błyszczała. Klasowa gwiazda. Milena za to była jej przeciwieństwem; zawsze dres, rozpuszczone włosy, cięty język. Lubiła pyskować. I kochała Roberta Pattisona. Samatna pełniła rolę mediatora grupy. Była w połowie hinduską. Inteligentna i niezawodna. Weronika uważała się za szczęściarę. Miała najlepsze przyjaciółki pod słońcem. Trzeba się przywitać.
    - Cześć dziewczyny - powiedziała - Jak tam?
    - Hejaa! Super a u ciebie? - odpowiedziały koleżanki zgodnym chórkiem. Pewnie to ćwiczyły, skubane...
    - W porządku, chodziaż zostało nam tylko pięć dni.
    - Taak, to straaasznie maało! - wyjęczała ze smutkiem Angelika.
    - Będziemy tęsknić! Taaak bardzo! - do jęków dołączyła się Milena.
    - Boż, Angela, Mili, zamknijcie się. Pascal gapi się na was jak na zielone...
    Angela wystraszyła się.
    - Aż tak widać mój cień do powiek?! Rozmazałam się?!
    Wysztkie koleżanki wybuchły śmiechem. ''Gwiazdeczka'', jak ją czasem nazywały, potrafiła je rozbawić, chociaż robiła to nieświadomie. Tylko nauczyciel nie rozumiał powodu śmiechu dwóch tylnych ławek.
    - Może podzielicie się z całą klasą waszą zabawną nowiną?
    Tym razem głos zabrała Weronika.
    - To chyba nie możliwe. Żaden dziadek nie rozumie nastolatek!
    W klasie rozległ się pomruk niedowieżania. Nieliczni zaczęli się śmiać. To dziewczyn nagle dotarło: Weronika nazwała nauczyciela ''dziadkiem''. Błąd.
    - Dwie ostatnie ławki! Do odpowiedzi!
    - Jeżeli będzie pytał pan ławki to na czym będziemy pisać? - odpyskowała Milena. Pascal cały spąsowiał. Jak one śmiały? Tego już za wiele!
    - Wszystkie cztery! Do dyrektora!
    - Tak jest generale!
    Czwóka spokojnie spakowała się i wyszła, wciąż jeszcze chichocząc. Takie sytuacje na lekcjach lubiły. Dopiec Pascalowi - największa rozrywka większości uczniów. No, prawie. Oprócz jego dobrze uczących się pupilków. Ale to nic. Ich też się pognębi, aż im nauka uszami wypłynie razem w połową mózgu...
    - Wera byłaś dobra!
    - Nieziemska!
    - Coś niezwykłego...
    - Dzięki. Tak jakoś mi przyszło z tym dziadkiem... Ale to i tak nic. Riposta Mili była miażdząca. Myślałam, że go wbije w podłogę! Serio!
    - Ej, czekajcie! - wtrąciła się Angelika - Serio idziemy do dyra? Jeszcze trochę i będę mu musiała zatańczyć by nie powiadamiał rodziców!
    Widząc rozbawione twarze towarzyszek, nieco się zdenerwowała.
    - Serio! Nie rozumiecie? Rodzice powiedzieli, że jeszcze kilka wybryków i pójdę do internatu! Debilki, to nie jest śmieszne. Ale wy tego nie zrozumiecie, wasi rodzice są spokojni, zwyczajni, łągodni... Ale w sumie moi mają kasę... Właśnie! Idziemy na zakupy?
    - Nie taki głupi pomysł. Ale teraz?
    - No a kiedy?! Przecież mamy pieniądze.
    - Dobra, dobra...
    Dziewczyny wymknęły się ze szkoły. Czas na zakupy! A jeśli rodzice się dowiedzą? Niee, dyrektor do nich nie zadzwoni bo nawet nie wie, że miały przyjść. A jeśli Pascal mu powie? Zapyta czy były? Nie, ten stary gbur już pewnie jest zajęty opowiadaniem o fizie...

                    Rozdział 2
    Ciekawe co te ładne dziewczyny robią tu o tej porze? Chyba za wcześnie na kończenie lekcji, dopiero dziewiąta... A może zapytać? Sam nie wiem...
    Roberto siedział na ławce w centrum handlowym i rozmyślał. Przed nim kręciły się cztery dziewczyny: brunetka, blondynka, ruda i czarna. Tylko ta czerń to akurat chyba była farbowana? Bo zbyt piękna... Jedna w dresie, druga w sukience z cekinami, trzecia ubrana zwyczajnie. A czwrta? Dżinsy, bluzka i sweter. Ciekawe... Trzeba zapytać co tu robią. On sam był na czymś w rodzaju ''wagarów''. Uciekł dzisiaj z pracy, na przerwie. Potrzebował przerwy, takiej dłuższej niż 15 minut. No i proszę. Nie dość, że odpoczął to jeszcze pozna piękne dziewczyny. Były niepełnolenie, ale to nic. Ile mogą mieć? Szesnaście? Siedemnaście? W obliczu jego dwudziestu siedmiu lat to niedużo. Chyba nie ma co liczyć na zaufanie? Może przynajmniej się zaprzyjaźnią? Potrzebował TAKICH znajomych. Dawno przecież już nie... Tak, zagada, pozna, polubi...
    - Hej dziewczyny! Wszystko w porządku? O tej godzinie takie osoby jak wy powinny być w szkole...
    Samanta wystraszyła się nie na żarty. Jakiś obcy facet ją zaczepił. No i jeszcze jedno: Jeśli ktoś się dowię, że uciekła, jej hinduski ojciec zrobi jej taką awanturę, że się nie pozbiera. Trzeba wiać. Musi się wykręcić. Zaraz coś się wymyśli...
    - Wiecie, ja już muszę wracać. Powiem w domu, że źle się czułam. To pa!
    Jej koleżanki popatrzyły zdziwione na odchodzącą Samantę. Co jej się stało? Pewnie się wystraszyła gniewu rodziców za wagary. A co jeśli nie? A jeśli się nie dowiedzą? Weronika zaczęła się zastanawiać. Jeżeli to ma związek z tym całkiem przystojnym kolesiem, który idzie w ich stronę? Chociaż, skoro przystojny to by nie uciekała... A tam, nieważne. Ten ziomek tu idzie, ciekawe po co?
    - Hejka, laski. Zapytam raz jeszcze bo chyba nie zrozumiałyście. Co tu robicie? Czemu wasza koleżanka sobie poszła?
Angelika postanowiła przemówić w imieniu wszystkich dziewczyn.
    - Źle się poczuła. Jesteśmy tu na wagarach, bo na fizyce...
    - Angel! Zamknij się! A ty koleś się nie interesuj!
    Milena powstrzymała Angelę przed wyjawieniem prawdy. Z nieznajomym tak gadać! Debilizm! Typowe zachowanie Angeli. Jeszcze brakowało by ten facet zadzwonił do szkoły i wszystko powiedział dyrowi...
    - Przepraszam, jestem ciekawski. Z resztą ja też jestem na czymś w rodzaju wagarów. Urwałem się z pracy. Skoro wszyscy jesteśmy zbiegami, to powinniśmy się lepiej poznać, nie? Żeby jakby co móc sobie pomóc.
    Głos ponownie zabrała Angela.
    - Ile masz lat?
    - Dwadzieścia siedem. A wy?
    - Siedemnaście. Przystojny jesteś. Może się skusimy...
    - Dzięki - Roberto mrugnął do dziewczyny - Jestem Roberto. A wy..?
    - Jestem Angelika, to jest Milena i Weronika. A ta co uciekła to Samanta. Chyba się wystraszyła. Myślała, że zadzwonisz do szkoły i nakablujesz. - teraz to ona puściło oczko.
    Roberto roześmiał się przyjaźnie.
    - Więc zapraszam na kawę. Jest tu dobra kawiarnia.
    - Właściwie to ja też muszę już iść. Cześć! - powiedziała szybko Milena. Nie polubiła typa. Bała się. Ale nie będzie ostrzegać koleżanek. Niech się uczą na błędach, pomyślała i odeszła w stronę domu. Nie będzie randkować z obcymi. Lepiej wracać do domu. Też wymyśli jakąś wymówkę dla rodziców.
    - Zaraz i wy uciekniecie! Zanim tak się stanie, porwę was na kawę. To byłaby duża strata, bez waszego towarzystwa...
    Mężczyzna objął pozostałe dziewczyny i pociągnął w stronę kawiarnii. Obie spojrzały po sobie. Weronika była nieco niepewna, lecz widząc zadowolenie i pewność siebie koleżanki uspokoiła się. Skoro taka podejżliwa dama jak Angela jest spokojna, to nic się nie stanie. No nie? Zobaczymy...
W jego głowie kłębiły się myśli. Jak by je tu dorwać? Ta blondi była strasznie łądna, ją na pierwszy ogień weźmie. Uda się, trzeba tylko pokombinować. Przecież ztego był znany.  Pod innym imieniemi nazwiskiem, ale znany. Z okrucieństwa i bezlitosnych tortur. Wszystko przez ojca! Jego też zabił... I zabije ponownie! Udowodni swoją wartość, choćby miał wybić cały kraj. Właśnie, a gdyby tak prezydenta? Może kiedyś. Teraz czeka go wyzwanie z dwójką nastolatek. Urządzi je najlepiej jak potrafi. O tak...

    - A więc pracujesz w gazecie? Super...
    Siedzieli przy stoliku, popijając kawę. Orzyjaciółki obok siebie, Roberto naprzeciwko nich. Właśnie skończył opowiadać o swoich zainteresowaniach, danych osobowych i pracy. Dziewczyny wcześniej powiedziały mu conieco o sobie. Nie za dużo, żeby pytał.  Wtedy można oskarżyć o ciekawoś, albo odpowiadać. Przynajmniej taki plan miała Angelika. Według niej był przystojny... Może kiedyś...
    - Tak, w gazecie. Czym się intresujecie?
    - Sport, czytanie, słuchanie muzyki. - wymieniła Weronika.
    - Czego słuchasz?
    Tu wtrąciła się Angelika.
    - Ona to tylko jakieś AD/CC czy tam inne takie...
    - AC/DC... - mruknęła Weronika.
    - No właśnie, sam rock! Albo ten, ''Dzień Ziemi''?
    - Green Day!
    - No, zielonych też kocha!
    - Angela! Przestań...
    - Spokojnie, nie musicie się kłucić! To ciekawe czego słucha, Angela, jesteś wybuchowa! Ja też czasem sięgam do zielonych... - mężczyzna przerwał dyskusję zanim przyjaciółki się na prawdę pokłóciły i obraziły na siebie.
    - Serio?! Jaki album lubisz najbardziej? - zdziwiła się Wera.
    - ''American Idiot''. Taka rockowa opera, ale ciekawe.
    - Sam jesteś opera... - mruknęła pod nosem dziewczyna, niezadowolona z odpowiedzi. Nie znał się na muzyce. Ten okleś ją coraz bardziej denerwował. Na szczęście jej koleżanka już zajęła rozmową TEGO TYPA. Przynajmniej nie musiała się do niego odzywać. Na razie.
    - Jeeej, widać, że chodzisz na siłownię! Jesteś super!
    - Daj spokój, ty też jesteś super! Wyglądasz na wysportowaną...
    - Wiesz, ja raczej dobrze wyglądam, niż ćwiczę...
    - Co masz z WFu?
    - Dwa. Ale takie mocne.
    - To pięknie, kotku!
    Weronika poczuła mdłości. ''Jesteś super!'', ''ty też'', ''To pięknie, kotku!''... KOTKU?! Ten koleś ewidentnie podrywał Angelę, tylko jak ją ostrzec? Wera zaczęłą się zastanawiać, czasem przysłuchując się rozmowie. Od początku czuła, że ten kolo jest nie tego. Nawet Milena i Samanta zdawały się tak myśleć, skoro uciekły... Może zrobiły to tylko ze względu na szkołę i rodziców?
    - Werciu, Roberto mnie odprowdzi, dojdziesz do domu sama?
    Głos przyjaciółki wyrwał ją z zamyślenia. Znów się zamyśliła. Zaraz! Ona powiedziała, że ten typ ją odprowadzi? Nie! Trzeba coś wymyślić... No bo co zadziała na Angelikę lepiej od największych przystojniaków? Oczywiście...
    - Ale miałam z tobą porozmawiać... Wiesz, babskie sprawy, miałam taką plotkę...
    Angelice nie trzeba było dwa razy powtarzać.
    - Serio?! Wybacz, Roberciku, kteczku! Jeszcze się spotkamy, mamy nasze numery, zadzwonię, albo ty... OK?
    ''Koteczku''? Tfu!
    - No jasne, to do zobaczenia! - powiedział zrezygnowany mężczyzna i odszedł. Gdy obejżał się i był już pewny, że nie usłyszą, zaczął mamrotać do siebie.
    - A już ją miałem! Kurde, ta, jak jej tam... Weronika jest dziwna, wkurzająca. Wszystko by się udało, gdyby nie ona! Ale ją też usidlę, bez problemu. Pokażę jej jeszcze! Może pozwolę jej patrzeć jak zabijam Angelę? Chociaż, żal takiej ładnej buzi... NIE! Ja się nie zakocha! Jestem psychopatycznym mordercą i nie dam się pokonać nastolatkom! Ledwie uciekłem z więzienia siedząc za zabójstwa, a już mam wracać? Nie, w więzieniu mi się nie podobało. Zbyt ciemno, ciasno, cicho... Chce słuchać wrzasków ofiar, a nie błagań o uniewinnienie więźnniów! Taak, dorwę i Angelikę i Weronikę! Obe są ładne, godne zwieńczenie kolekcji... Chociaż to jeszcze nie jest jej koniec. Póki żyję, będę ją poszerzał...
Szkoda, że nie wiedział, jak go urządzi kiedyś jedna z nich...

    Tymczasem dwie ładne dziewczyny szły chodnikiem przez miasto. Jedna w spodniach,  bluzce i swetrze, a druga w  sukience z cekinami. Zawzięcie o czymś  dyskutowały o czym świadczyły ich gesty i miny. Plotkowały.
    - Więc to jest ta plotka?
    - Tak.
    - Ekstra, przekażę dalej, zobaczymy jak Paula spąsowieje gdy dotrze do niej plotka o niej samej! Ha! Uwielbiam to! O! To już mój dom? No to idę.
    - OK. To pa Angie!
    - Pa kochana! Buzi!
    Dziewczyny rozstały się pod domem Angeliki. Pożegnały się i Weronika poszła do domu. Rozmyślała o Robercie, lecz nie o jej bracie, tylko facecie z kawiarni. Może trzeba było pójść w ślady Mili i Samanty i odejść? Nie, dobrze, że została. Gdyby coś się stało Angelice, czułaby, że to przez nią. Sam na sam z takim człowiekiem? Tfu, dorosły facet i nastolatka to nie jest najlepszy duet. Dobrze, że została...








Od Mrs. Armie

Hejka, tu Mrs. Armie. Dawno tu nie zaglądałam. No dobra, wcale. Ostatnio zaczęłam grać w grę Bite Fight. Zdecydowanie wolę wilkołaki niż wampiry. Mój nick to Treure. Jeżeli i wy lubicie przygody, walki i niesamowite stworzenia wejdźcie:
http://bitefight.pl/game/index/?presrv=102&fatherId=48064
Ach, jeszcze jedno, napisałam dwa wierszyki w temacie tej gry, to znaczy ''wampiry - wilkołaki''.

Bez nazwy:

 W głębi lasu ciemnego
Coś spłoszyło czarną wronę,
Coś strasznego, coś mrocznego.
Wyjąc w księżyca stronę.

Słyszę skowyt i broni brzęk
Krzyczę biegając między ciałami.
To dla mnie codzienny dźwięk:
Walki pomiędzy rasami. 



Oraz ''Wilkołactwo'':

 Pędzę w las przed siebie
Klątwą straszną zarażona,
Nim księżyc stanie na niebie
I weźmie mnie w ramiona.

Na próżno szukam ucieczki
By zmienić przeznaczenie.
Gdy dotrę do krzaka porzeczki
W bestię się przemienię.

Już czuję blask miesiąca.
Nie ma już dla mnie ratunku,
Pojawia się we mnie żądza
Zabicia innego gatunku.

Ból przeszywa mnie na wskroś,
Przybieram kształt nowy.
Już zmieniłam się w ''to coś''.
Czas rozpocząć nocne łowy.


Mam nadzieję, że się podobało. I jeszcze super nuta: 
 http://www.youtube.com/watch?v=EDbSaUOjKwU

wtorek, 19 lutego 2013

Imagin z Liam'em~ Mrs. Hooly

Siema! To znowu ja, czyli Mrs. Hooly. Mam dla Was kolejnego imagina. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i zapraszam do czytania i komentowania:D

***** 

   Moje życie legło w gruzach, w jednej sekundzie zmieniło się diametralnie. Pozostał mi już tylko kot. Zapytacie pewnie: dlaczego?
   Może... Opowiem Wam moją historię od początku.
Otóż miałam pięć lat, kiedy moja mama zachorowała. Miała białaczkę. Codziennie była coraz słabsza, a leczenie nie pomagało. Rok po tym jak dowiedziała się, że jest chora, umarła. Tak, dobrze czytacie dokładnie rok męczyła się z chorobą. Nie wiem, może to był zwykły zbieg okoliczności, a może przeznaczenie. Po tym zdarzeniu, mój ojciec ożenił się ponownie. Pomyślicie pewnie, że to dobrze. Ja natomiast mam inne zdanie na ten temat. Moja macocha z pozoru idealna, kochająca żona i matka, jest najzwyczajniejszą w świecie jędzą. w ogóle nie kochała mojego taty, leciała tylko i wyłącznie na jego kasę. Pięć lat po ich ślubie, tata zginął w wypadku samochodowym. Dlatego został mi tylko kot. Moja macocha wykorzystywała mnie. Robiłam, z resztą do tej pory robię jako jej służąca. Pracuję jako kelnerka, teraz już w jej kawiarence. Jak byłam mała bardzo lubiłam tamto miejsce. Spędzałam tam każdą wolną chwilę, razem z moim tatą. Teraz straciło ono cały swój urok. Nie mam przyjaciół i nie dziwię się temu. Nie mam czasu, aby gdzieś wyjść. Trochę jak kopciuszek, tyle że, nie spodziewam się happy endu. Nie wspomniałam jeszcze o tym, jakie to mam "wspaniałe" siostry. Takie same jak ich mamusia. Wredne i zimne. Kochające tylko i wyłącznie siebie. A ja? Ja muszę im usługiwać. W ich oczach jestem nic nie warta. W szkole też nie jest lekko. Jestem wyśmiewana i poniżana. Ale niedługo to się skończy. Macocha postanowiła wyjechać do Wielkiej Brytanii. Zabiera mnie nie dlatego, że chce, ale dlatego, że musi. Nie jestem jeszcze pełnoletnia. Mam szesnaście lat i nie mam zielonego pojęcia, jak wytrzymam jeszcze te dwa lata. Macocha z dnia na dzień jest coraz gorsza. A wiecie co jest najgorsze? To że chce sprzedać kawiarenkę, a ja będę musiała raz na zawsze pożegnać się z tatą. Zawsze kiedy jestem smutna, chodzę na cmentarz, "porozmawiać" z nim. Ale teraz nawet to zostanie mi odebrane. 
   Do wyjazdu został już tylko dzień. Walizki już są spakowane, przepraszam walizka, jedna. Nie mam za wiele ubrań. Poszłam jeszcze tylko ostatni raz pogadać z tata. Oczywiście nie obyło się bez łez. Zapaliłam znicz i po dwóch godzinach wróciłam do domu.
   Siedzę właśnie w samolocie. Jak zapewne się domyślacie z dala od mojej macochy i próżniaczek. Obok mnie siedzi jakiś koleś ze słuchawkami w uszach. Nawet nie wiecie jak ja chciałabym w tej chwili posłuchać muzyki. 
Znowu pomyślałam o tacie, a po policzku potoczyła się pojedyncza łza. Chłopak chyba to zauważył, ponieważ zdjął słuchawki i zerknął w moją stronę.
-Czemu tak ładna dziewczyna jak ty, płacze?- zapytał brunet.
-Nie ważne.- odparłam chłodno, lecz on nie odpuszczał.
-Jestem Liam. A ty?
-[T.I.]- powiedziała  nie patrząc na niego.
-Powiesz mi czemu płaczesz.- nalegał.
-Nie wiem, czy powinnam.
-To może, chociaż powiedz czy jesteś tu sama?
-Nie, moja macocha i siostry siedzą z przodu.- odparła, znowu mając łzy woczach.
-To czemu nie siedzisz z nimi?
-Nie ważne.
-No powiedz.
-Macocha nie chce mnie znać. Z resztą i tak tego nie zrozumiesz.
-A skąd wiesz? Jak mi nie powiesz w czym rzecz to się nie dowiemy.- chwilę się zastanawiałam, aż w końcu przełamałam się i opowiedziałam mu całą moją historię. Słuchał uważnie, nie przerywając mi. Kiedy skończyłam on uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. Rozmawialiśmy tak przez cały lot. Aż w końcu powiedział.
-Dziwne, że mnie nie rozpoznałaś.
-A czemu miałabym cie rozpoznać?- zapytałam zdziwiona.
-No wiesz. Jestem Liam Payne. Śpiewam w One Direction. 
-Nigdy o Was nie słyszałam. Z resztą nawet nie miałam jak.- Przy lądowaniu wymieniliśmy się numerami telefonów i na tym zakończyła się nasza znajomość. 
*** 
   O dziwo w nowej szkole nie było, aż tak strasznie. Znalazłam nawet koleżankę, świetnie się razem dogadywałyśmy. Do czasu. Aż moje siostrzyczki nie porozsiewały plotek na mój temat. Ale jak to mówią przyjaciół poznaje się w biedzie. Potem już nie było tak kolorowo.
   Po tygodniu okazało się, że w szkole prowadzone są dodatkowe zajęcia z tańca. Postanowiłam się zgłosić. W końcu raz się żyje. Pierwsze zajęcia były bardzo przyjemne. tak samo jak i cała reszka. Ku mojemu zdziwieniu Liam wcale o mnie nie zapomniał. Pisał prawie codziennie. W końcu zaproponował, że oprowadzi mnie po Londynie. Zawahałam się nad tą propozycją, wiedząc że macocha mnie i tak nie puści. Ale postanowiłam się wymknąć. Liam już na mnie czekał.
-Dobra mamy jakieś dwie godziny.- powiedziałam nerwowo spoglądając w stronę domu.
-W dwie godziny, to ja ci za dużo nie pokarzę, ale może się uda.- odparł chłopak i ruszyliśmy w nie znanym mi kierunku. Liam pokazał mi spory kawałek Londynu. Pokazał mi nawet gdzie mieszka. Zaprosił mnie do środka, aby przedstawić mi resztę zespołu. Szybko się poznaliśmy i rozmawiało Nam się znakomicie, niestety musiałam już wracać. Chłopak odprowadził mnie pod dom. Spotykaliśmy się jeszcze przez dwa miesiące. Przyjaźniliśmy się jak nikt inny. Ale jak to ja, musiałam się w nim zakochać. Nie wiedziałam jak mu o tym powiedzieć. Nie chciałam zniszczyć naszej przyjaźni. 
   Pewnego wieczora, kiedy byliśmy na spacerze Liam, chodził strasznie zdenerwowany. 
-Liam, co się dzieje?- zapytałam nie potrafiąc tego wytrzymać. On stanął przede mną i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Muszę Ci coś powiedzieć.- rzekł po chwili.
-Słucham.
-[T.I.] Ja... Ja... Kocham Cię. Nawet nie wiesz jak długo chciałem Ci to powiedzieć, ale bałem się twojej reakcji. Tak więc, czy chciałabyś zostać moją dziewczyną?- zapytał nie odwracając wzroku.
-Nawet nie wiesz jak długo na to czekałam.- powiedziałm i pocałowałm go.
-To znaczy, że tak?- zapytał dla pewności.
-Tak.
   Od tamtej pory jesteśmy parą. A jednak mamy happy end.

niedziela, 17 lutego 2013

Niezwykła przeprowadzka (część 2) ~ Mrs. Hooly

  I tak mijały kolejne dni. W ciągu tygodnia, poznałaś naprawdę wspaniałych ludzi. Nie sądziłaś, że to wszystko się tak potoczy. Polubiłaś nową szkołę i ogólnie całe miasto nabrało barw. Z rodzicami dogadywałaś się jak nigdy dotąd, a z Damianem spotykałaś się niemal że codziennie. Przyjaźniliście się jak nikt inny. Pewnego dnia chłopak zaprosił Cię na kolację. Nie spodziewałaś się takiego obrotu spraw.
***
  Wreszcie przyszła dziewiętnasta. Ubrałaś na siebie kremową sukienkę, do tego niewysokie obcasy, a całość dopełniłaś małą, zgrabną torebeczką. Włosy puściłaś luźno i zrobiłaś delikatny, prawie nie widoczny makijaż. Teraz pozostało już tylko czekać, aż przyjdzie Damian.
  Przyszedł z małym opóźnieniem, ale nie miałaś mu tego za złe.Usłyszałaś dzwonek i popędziłaś otworzyć.
-Cześć. Gotowa?- zapytał Damian. Miał na sobie czarne jeansowe spodnie i białą koszulę. Wyglądał jak z bajki.
-Jeszcze pytasz?- powiedziałaś zdumiona, jednocześnie wychodząc z domu i zamykając drzwi na klucz. Całą drogę do restauracji rozmawialiście i śmialiście się. Po kolacji chłopak odprowadził Cię do domu. A gdy miałaś już wchodzić złapał Cie za rękę i delikatnie do siebie przyciągnął. Po chwili wpatrywania się w Twoje oczy powiedział:
-[T.I.] od dawna chciałem Ci to powiedzieć. Od kiedy po raz pierwszy Cię spotkałem. Bardzo mi się spodobałaś i chciałem Cię zapytać. Czy nie chciałabyś zostać moją dziewczyną?- wreszcie to z siebie wykrztusił. Tak długo czekałaś na ten moment. Nic nie odpowiedziałaś, tylko wpiłaś się w jego usta. Kiedy wreszcie się od siebie oderwaliście, on zapytał:
-Mam to traktować jako potwierdzenie?
-Tak, głuptasie.- odrzekłaś i jeszcze raz go pocałowałaś.
***
  Od tego dnia mijają już trzy lata, a Ty nadal jesteś z Damianem. Tworzycie szczęśliwą, bardzo w sobie zakochaną parę. Niedawno poszłaś na wymarzone studia kosmetologiczne. Chłopak cały czas Cie wspierał. I nigdy nie zostawił Cię samej. Właśnie się pakujesz. Postanowiliście z Damianem razem zamieszkać.

------------------------------------------------------------------------------------
Siema! Jak tam? Mam nadzieję, że druga część imaginu przypadnie Wam do gustu. Mnie ogólnie się on nie podoba, ale opinie zostawiam Wam.
Całuski:*
Mrs. Hooly


piątek, 15 lutego 2013

Niezwykła przeprowadzka (część 1) ~ Mrs. Hooly

  Był zimny, grudniowy wieczór. Padał śnieg, a ty szłaś nie zaważając na nic, zalana łzami. Właśnie wracałaś od swojego, już byłego chłopaka. Nakryłaś go w łóżku z jakąś laską z waszej szkoły.-Dobrze, że niedługo wyjeżdżam- pomyślałaś- Przynajmniej nie będę musiała go oglądać.-Tak, za dwa dni wraz z rodzicami przeprowadzałaś się do Londynu. Bałaś się tego jak cholera. Nowa szkoła, nowi ludzie, zupełnie obce miasto. To nie było w twoim stylu, nie lubiłaś zamian otoczenia. Ale cóż mogłaś na to poradzić? Miałaś tylko siedemnaście lat i wciąż byłaś na utrzymaniu rodziców. Bałaś się nowej szkoły, co prawda nie miałaś problemu z nawiązywaniem kontaktów, ale i tak nie miałaś pojęcia jak przyjmą Cię Anglicy.
***
   -Wróciłam!- krzyknęłaś, zamykając za sobą drzwi wejściowe. Właśnie wróciłaś z ostatnich zajęć j. angielskiego.
-Dobrze!- odkrzyknęła twoja mama.- Idź na górę i pakuj się. Wyjeżdżamy z samego rana.- powiedziała, a Tobie zakręciła się łezka w oku. Byłaś przygotowana na ten wyjazd, lecz nadal nie mogłaś uwierzyć w to, że musisz opuścić swoją najlepszą przyjaciółkę. Ogarnęłaś się jednak i poszłaś na górę. Kiedy już wszystko było spakowane zeszłaś na dół coś zjeść.

  Siedziałaś w samolocie ze słuchawkami w uszach. Słuchałaś swoich ulubionych wykonawców, czyli Green Day i AC/DC. Zaraziłaś się nimi od [I.T.P.]. Byłaś zdumiona tym, że polubiłaś rocka. Lot ciągnął się w nieskończoność. Kiedy wreszcie dolecieliście, wraz z rodzicami udaliście się do nowego domu. Rozpakowałaś swoje rzeczy i postanowiłaś pójść zwiedzać miasto. Kilka przecznic od Twojego domu wpadłaś na jakiegoś chłopaka. Był to wysoki blondyn o brązowych oczach. Poczułaś, że mogłabyś w nich utonąć. Jak wreszcie się otrząsnęłaś powiedziałaś.
-Przepraszam.
-Nic nie szkodzi.- odparł blondyn i uśmiechnął się.- Jestem Damian. A ty?
-[T.I.]. Może w ramach rekompensaty postawię Ci kawę. Co ty na to?
-Skoro nalegasz.- rzucił i oboje ruszyliście w stronę najbliższej kawiarenki. Rozmawiało Ci się z nim naprawdę dobrze. Ani się obejrzeliście zrobiło się ciemno. Damian odprowadził Cię do domu, gdzie wymieniliście się numerami i rozstaliście się. Resztę weekendu spędziłaś na rozpakowywaniu się, a wieczorami rozmyślałaś o Damianie.

  Przyszedł poniedziałek. Zadzwonił budzik, a Ty niechętnie otworzyłaś oczy. Ogarnęłaś się, zjadłaś śniadanie i ruszyłaś do nowej szkoły. Była ogromna, nie miałaś pojęcia gdzie iść. Na początku znalazłaś sekretariat, gdzie odebrałaś plan lekcji i kluczyk do szafki. Potem było już tylko lepiej. Parę razy pytałaś o drogę, lecz pytanym osobom nie sprawiało to problemu.
-Cześć!- krzyknęła jakaś dziewczyna z długimi brązowymi włosami.- Jestem Amy. A ty?
-[T.I] Miło mi.- odpowiedziałaś jej uśmiechem.- Powiesz mi gdzie jest sala 404?
-Jasne, chodź zaprowadzę Cię.- okazało się, że jesteś z tą dziewczyną w klasie. Szybko zaprzyjaźniłyście się. Pod koniec zajęć spotkałaś Damiana. Poszłaś z nim do kawairenki, a potem na spacer.

czwartek, 14 lutego 2013

Wielki powrót!

Cześć! Jak widać po tytule, wróciłyśmy. Bardzo się  z tego powodu cieszymy, i mamy nadzieję, że Wy też. Temat przewodni naszego bloga nieco się zmienił. Oczywiście jak chcecie, to będziemy dodawać jeszcze jakieś posty związane ze szkołą, lecz teraz królować tu będą krótkie historyjki.

Więc może na dobry początek krótka historyjka o naszym powrocie:

 Woda w basenie po pewnym czasie zrobiła się chłodna. Nic więc dziwnego nie ma w tym, że dwójka dziewczyn szybko wspięła się po drabince na brzeg i już po chwili cieszyła się ciepłem jacuzzi. Przez chwilę dziewczyny nic nie mówiły, ciesząc się rozchodzącym po całym ciele ciepłem. Poza tym bacznie obserwowały nurkującego w jacuzzi chłopca. Jego ojciec wydawał się być nieobecnym. Wkrótce jedna z dziewczyn przerwała milczenie.
 - Co będziemy potem robić?
 - Dunno.
 Po chwili namysłu pierwsza dziewczyna ponownie podjęła próbę konwersacji.
 - Może pójdziemy na pizzę do Avocado?
 - Mhm, dobry pomysł.
 - A co tam u ciebie? Jak tam Green Day?
 - Wiesz - uśmiechnęła się koleżanka - nie pytałam o ich stan zdrowia. A co u ciebie?
 - W porządku. Słuchaj, może wrócimy do naszego bloga?
 - Czy ja wiem...
 - Będziemy pisać o GD I 1D. Co ty na to?
 - Dobra, ale nie piszmy o NICH.
 Umowa została zawiązana. Po tej rozmowie dziewczyny dyskutowały niejednokrotnie. Odwiedziły jeszcze raz duży basen, skoczyły do wody na bombę i po wyjściu z basenu pokierowały się w stronę pizzerii.
 Dwa dni później spotkały się razem, wzięły laptopa w ręce i podjęły swój niedokończony wątek.

~ Mrs. Armie

Pierwszy imagin już jest, mamy nadzieję, że Wam się spodoba.
To co? Do następnego!